Wypożyczalnia samochodów Kielce
0

Proszę pani, a czy mogę się tym pobawić?

Często tak pytają mnie dzieci, które zaczynają zajęcia w Klubiku, pomimo, że zawsze staram się je ośmielać do samodzielnego działania. Kiedyś spytałam jedną dziewczynkę, dlaczego ciągle mnie pyta o pozwolenie z korzystania z pomocy dydaktycznych. Bez zastanowienia odpowiedziała:

- W moim przedszkolu nie możemy wszystkiego dotykać, bo pani zaraz krzyczy, że tego nie wolno!

I wtedy sobie przypomniałam, że było bardzo podobnie, gdy moja córka zaczynała pierwszą przedszkolną przygodę:

Wysokie regały, a na nich poukładane klocki i puzle. Nie bylo mowy, aby dziecko spontanicznie mogło po nie sięgnąć, bo nawet sama nauczycielka, żeby je zdjąć, musiała wejść na krzesło. Pamiętam, że mnie to bardzo zdziwiło, ale nie chciałam od razu, w pierwszych dniach, uchodzić za nadopiekuńczą mamę zwracając jej uwagę. Niestety moja córka nie zaadaptowała się w tamtejszych warunkach: panie nauczycielki przychodziły do pracy na różne zmiany a ona akceptowała tylko jedną z nich. Mimo, że niezadowolenie z pracy drugiej przedszkolanki widać było wyraźnie wśród rodziców, nikt nie poszedł na skargę a i ja wybrałam dla siebie wygodniejsze rozwiązanie wypisując córkę z przedszkola.

Kolejna placówka przedszkolna była fajniejsza: przestronne sale, niskie regaliki i bardzo miłe panie nauczycielki. Ale i tam nie było nam łatwo ze względu na częste choroby. Opuszczała dużo zajęć, a jak już wracała to trudno było jej siedzieć w skupieniu, podczas gdy pani czytała dzieciom bajeczki. Zaczęły się problemy i za karę musiała siedzieć w kącie. Nie skarżyła się, bo dużo rozmawiałyśmy, że musi chodzić do przedszkola kiedy rodzice pracują i chyba to powodowało, że nie opowiadała o swoich doświadczeniach. O powyższych wydarzeniach dowiedziałam się  od pani dyrektor i nie ukrywam, ze byłam bardzo zdziwiona tym co mi powiedziała. Podczas wspólnej rozmowy doszłīśmy do wniosku, że być może jest to problem wynikający z formy nauczania w tradycyjnych placówkach, w odróżnieniu od tego co robimy w domu, kiedy uczę małą postepując zgodnie ze wskazówkami Marii Montessori.

Mimo, że moje doświadczenia z przedszkolami prowadzonymi wg metody Herbartowskiej były dość krótkotrwałe, to napewno wzmocniły one we mnie postanowienie otwarcia Klubiku Montessori. Teraz, kiedy już prowadzę klubik, doskonale rozumiem rodziców, którzy mieli podobne sytuacje: częste wizyty u pani dyrektor i częste choroby dziecka.

Na koniec mogę powiedzieć jedno: Każdy z nas szuka swego miejsca w grupie – dzieci nie są w tym inne. Zatem kiedy są niesforne, to czasami oprócz, tak ostatnio modnego ADHD, chcą być poprostu zauważone. Dajmy im szanse być innymi od reszty – tak bowiem rodzą się wielkie umysły – są niezależne od samego początku.

Dla portalu www.kielce.pl wywiadu udzieliła Aneta Urbańczyk

Komentarze (0)

Trackback URL | Comments RSS Feed

Skomentuj




Jeśli chcesz by przy Twoim komentarzu pojawiło się zdjęcie, zarejestruj się w Gravatarze.

*
= 5 + 1